Archiwum 02 marca 2004


mar 02 2004 ...dotyk...
Komentarze: 2

"Leave your supper, and leave your sleep,
And come with your playfellows into the street.

Girls and boys, come out to play,
The moon is shining as bright as day."

 

Zupełnie jakbym słyszała tamten głos... Kpiacy, cyniczny, groteskowy... A potem śmiech. Śmiech z tamtego świata. Ten sam śmiech, który pamiętam z dzieciństwa kiedy słuchałam "The dark side of the moon".

Krzyk... Strach... Płacz...

Łowca powrócił...

 

Szukam czegoś... Całe życie człowiek czegoś szuka. Wyrusza na szlak niekończoncej się przygody. Poszukuje swojej Itaki. Hmm... Ale ja nie mogę znaleźć jednej rzeczy. Jednego malutkiego wspomnienia nakreślonego na malutkiej karteczce. Jedna mała rzecz... Rzecz którą byłam...  rzecz, z którą się teraz przebudziłam... i wreszcie rzecz, do której dążę.

 

Moje własne miejsce na ziemi... Na ziemi? Ale czy na pewno? Ziemia jest w nas, tak samo jak my jesteśmy w niej. Ja jestem w niej... Ale moje miejsce wykracza poza mnie... Czy to wciąż ta sama ziemia?

 

Kiedy próbuję szukać sensu ziemia się oddala, bo w końcu wychodzę poza jaskinię. Tak, teraz już wiem na pewno co znaczy wyjść. Czuję "połączenie" szczególnie wtedy, gdzy jestem smutna lub wprost przeciwnie, gdzy rozpiera mnie energia. Gdy ktoś powie do mnie "to". Właśnie "to" działa na mnie jak magnez.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa, gdy czuję czyjąś bliskość. Ostatnio Vira nie pozwoliła mi "odnaleźć odpowiedzi" chwytając mnie za rękę...

 

Wszystko zaczyna się zazębiać. Mnisi buddyjscy... Osiągnięcie stanu idealnego prowadzi do zagłady, a więc... również samotność może to spowodować.

 

Jeśli żyjemy z kimś.... nie, należy żyć dla kogoś... "Itaka" jest nieosiągalna. Jest tyle samotnych dusz... Jak się one bronią? Może nie są samotne... Może nad nimi też ktoś czuwa i chwyta za rękę...

 

layona : :